2010-03-25

Dobić teraz Polskę

Mgr inż. Józef Bizoń
Dobić teraz Polskę metodą na żyda
W artykule z 6 grudnia 2006 r. „Dwa żywioły antypolskie wiszące nad Polską pisałem:
1. „Klamrę uścisku na Kościele zamykają środowiska SLD i wszelkie lewactwo z nim związane. Wytworzono w ten sposób stan nie do pozazdroszczenia Kościołowi polskiemu.”
2. „Powstające niezadowolenie społeczne i niechybny jego radykalny wzrost siły antypolskie usiłują już teraz przechwycić i skierować całość tego niezadowolenia na masowe uderzenie rękoma Polaków w Kościół Katolicki w Polsce – i to we wszystkich bez żadnego wyjątku.”

3. „W obecnym czasie Kościół Katolicki w Polsce przypomina oblężoną twierdzę, na którą ostateczny szturm chce się przeprowadzić również – a nawet przede wszystkim - rękoma Polaków.”
4. „Z łatwością można sobie wyobrazić co będzie się działo już za niedługo, gdy nie zostanie zablokowany skutecznie obrany kurs w stosunku do Polski i Narodu Polskiego. Frontalny atak na Kościół Katolicki w Polsce niechybnie nastąpi, bo to wynika z logiki toczących się procesów, którym poddana jest Polska. Polacy nie mogą teraz dać się podzielić i napuścić na Kościół.”
5. „W chwili dziejowej próby Polacy muszą ramię w ramię stanąć w obronie Kościoła Katolickiego w Polsce. Muszą pamiętać, że Polska będzie katolicka, albo jej wcale nie będzie!”

Nie oznacza to, że nie pośród duchownych nie ma takich co to i owo mają za uszami. Będąc roztropnym i nie działając metodą owczego pędu – pod namową usłużnych – uratujemy i Kościół Katolicki (ten przez duże K) i Polskę i nas samych siebie – Polaków.
Popatrzmy teraz – czy rozpowszechniany teraz na przeróżne sposoby list x Natanka pod płaszczykiem intronizacji nie jest aby realizacją tegoż wyżej opisanego?
Bogu niech będą dzięki za to, że Kuria Krakowska zareagowała w sposób ostry, zdecydowany i stanowczy w reakcji na podburzanie wiernych przez x Natanka.
Boguchwała A.D. 23 marca 2010 r. – mgr inż. Józef Bizoń
A teraz w ramach odkurzania pamięci:
Dwa żywioły antypolskie wiszące nad Polską

O ile o antypolskim żywiole niemieckim mówi się w mediach - od czasu do czasu - i niektórzy politycy wskazują na zagrożenia z nim związane, to o żywiole żydowskim zagrażającym Polsce obowiązuje nakaz milczenia.

Zajmę się zatem tym drugim żywiołem.
Punktem wyjścia są tutaj stwierdzenia aktualnego rabina krakowskiego Sacha Pecaric zawarte na stronie internetowej: http://www.pardeslauder.pl/old/o_nas.html

"Te kilka lat, przez które Pardes Lauder ukształtował się i osiągnął swój dorobek pokazują,
że pomimo dramatu historii i wszelkich złych prognoz, żydowska nauka i żydowskie życie mogą odrodzić się w Polsce na najwyższym poziomie, kształtując przyszłość polskich Żydów i kierując ich na drogę Tory, która stanowi o istocie żydowskiej tożsamości.
Oby dzieło rozpoczęte prze Pardes Lauder mogło być kontynuowane i oby stało się fundamentem dla odbudowy prawdziwego żydowskiego życia w Polsce, jeżeli nie w tym, to na pewno już w przyszłym pokoleniu.”
Realizacja tego programu jest oparta na nawiązaniu do II Rzeczypospolitej i w oparciu o to ma nastąpić odbudowanie ówczesnej struktury ludnościowej - jeśli chodzi o Żydów. Z tą wielką różnicą, że wpływ Kościoła Katolickiego na Naród Polski ma być maksymalnie zdegradowany, a o gospodarce polskiej, to szkoda już mówić, bo co jest, to każdy już widzi.
W ramach tej doktryny żydowskiej (ujawnionej niedawno przez krakowskiego rabina Sacha Pecarica) toczą się do dnia dzisiejszego procesy polityczne, społeczne i gospodarcze rozpoczęte na dobre pomiędzy rokiem 1981 a 1989.
Wstąpienie Polski do NATO i bardzo silne związanie się militarne Polski z USA, ale tylko w jedną stronę (stąd polskie wojska w Iraku, Libanie, Afganistanie i nie wiadomo gdzie jeszcze w najbliższej przyszłości), pod potrzeby syjonistów amerykańskich – wspierających politykę izraelską i sam Izrael tzw. ogromnymi bezzwrotnymi pożyczkami, jest w tej sytuacji oczywiste.
Wyniszczenie Polski w tzw. procesie dostosowawczym do Unii Europejskiej i dalsze wyniszczanie Narodu Polskiego (faktyczne wypędzenie - młodego pokolenia Polaków z własnej Ojczyzny w poszukiwaniu chleba) poprzez obecność Polski w UE służy jak najlepiej realizacji tej doktryny.
Przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce zakładający w 1989r. po tzw. odzyskanej wolności przez Polskę, że doktryna ta będzie w pełni realizowana przyjęli dwojaką postawę:
- jedni przyłączyli się na wprost do środowisk żydowskich i je wspierali (UW),
- drudzy doszli do wniosku, że powstał obszar do realizacji nowych celów bieżących i przyszłych w ramach współpracy ze środowiskami filosemickim i z tzw. dobrymi Żydami.
Oba te nurty żydowskie – których przedstawicieli obecnie widzimy z jednej strony w PO, a z drugiej w PiS – wzajemnie się uzupełniają co do ostatecznego celu wyrażonego w doktrynie i wytworzyły obecnie stan posługiwania się Kościołem Katolickim w Polsce na własne potrzeby. Jedni atakują (PO) niewygodnych księży, a drudzy ich bronią - (PiS) i filosemici.
Klamrę uścisku na Kościele zamykają środowiska SLD i wszelkie lewactwo z nim związane. Wytworzono w ten sposób stan nie do pozazdroszczenia Kościołowi polskiemu.

To wszystko znalazło swe potwierdzenie w politycznej doktrynie PiS wygłoszonej przez Jarosława Kaczyńskiego w swym wykładzie „O naprawie Rzeczypospolitej” wygłoszonym w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005 r. - a co opisałem w artykule „PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa”. Jarosław Kaczyński powiedział tam m.in.:
„W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent.
W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze.
Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna), rozwścieczonych swoim losem postkomunistów.”

W takiej to sytuacji nie mogło być już miejsca na wsparcie i rozwój sił szczeropolskich. Pozostawiono je swojemu losowi i na pożarcie przez wszystkich - ewentualne wchłonięcie przez PiS – co na jedno wychodzi. Efekt tej strategii działania obecnie widzimy na dołach. Tzw. doły są zabetonowane układami okrągłostołowymi.

Po 17-tu latach siły narodowe szczeropolskie zamiast się cokolwiek rozwinąć w terenie – zdobyć przyczółki, jakieś wsparcie finansowe -, to się cały czas kurczą. Widać to dobitnie po tegorocznych wyborach samorządowych. Widoczny jest też rosnący obszar apatii społecznej i protestu – szczególnie w wyborach do sejmików.

Z punktu widzenia potrzeb: organizacyjnych, kultowych, gospodarczych, powiązań i polityki międzynarodowej, koniecznych regulacji prawnych oraz układu politycznego; wszystko jest już gotowe pod masowe sukcesywne osadnictwo Żydów w Polsce – odbudowy stanu sprzed 1939r.
W tym miejscu zwrócę tylko uwagę na kilka spraw natury prawnej zawartych w ustawie z dnia 20 lutego 1997 r. „o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej” (Dz. U. Nr 41, poz. 251 z dnia 26 kwietnia 1997 r., z późn. zmianami) m.in. podano:
W art. 1. wpisano, że „Ustawa określa stosunki między Państwem a gminami wyznaniowymi żydowskimi w Rzeczypospolitej Polskiej, zwanymi dalej "gminami żydowskimi", oraz ich sytuację prawną i majątkową.” i dalej „Wszelkie zmiany ustawy wymagają uprzedniej opinii zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich.” nie podając jednak w jakim czasie opinia ta musi być wydana, co skutecznie blokuje wszelkie niewygodne zmiany dla strony żydowskiej.
Art. 11. 1. Osoby należące do gmin żydowskich mają prawo do zwolnień od pracy lub nauki na czas obejmujący następujące święta religijne, nie będące dniami ustawowo wolnymi od pracy:
 1) Nowy Rok - 2 dni,
 2) Dzień Pojednania - 1 dzień,
 3) Święto Szałasów - 2 dni,
 4) Zgromadzenie Ósmego Dnia - 1 dzień,
 5) Radość Tory - 1 dzień,
 6) Pesach - 4 dni,
 7) Szawuot - 2 dni.
2. Terminy świąt, o których mowa w ust. 1, określane są według kalendarza żydowskiego.
3. Osobom należącym do gmin żydowskich przysługuje prawo zwolnienia od pracy lub nauki na czas szabasu trwającego od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę oraz w święta, o których mowa w ust. 1, na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
Art. 21. Instytucje państwowe, samorządowe i wyznaniowe współdziałają w ochronie, konserwacji, udostępnianiu i upowszechnianiu zabytków architektury i sztuki oraz ich dokumentacji, muzeów i archiwów będących własnością gmin żydowskich, a także dzieł kultury i sztuki o motywach religijnych, na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
Art. 22. 1. Wyznaniowym żydowskim osobom prawnym, o których mowa w art. 5, przysługuje prawo nabywania, posiadania i zbywania mienia ruchomego i nieruchomego, nabywania i zbywania innych praw oraz swobodnego zarządzania swoim majątkiem.
2. Gminy żydowskie i Związek Gmin prawa, o których mowa w ust. 1, mogą realizować samodzielnie, a także przez utworzoną w tym celu fundację z udziałem innych krajowych osób prawnych i fizycznych oraz zagranicznych organizacji Żydów pochodzących z Polski i Światowej Żydowskiej Organizacji Restytucji (World Jewish Restitution Organisation).
„Art. 25 ust. 2. (4) Zbiórki, o których mowa w ust. 1, nie wymagają zezwolenia właściwego organu administracji rządowej lub samorządowej, jeżeli odbywają się w obiektach kultu religijnego oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych i w sposób tradycyjnie ustalony.” – nie podano przy tym według czyich zwyczajów i tradycji.

Pora teraz przywołać wniesiony do Sejmu przez Rząd RP projekt ustawy o wypłacie odszkodowań dla Żydów opisany w artykule „Zadymy sejmowe a sprawa odszkodowań dla Żydów”. Ciekawe przy tym jest to, że żadna z pływowych sił w Polsce przeciwko temu projektowi ustawy nie protestuje i nie żąda od Rządu PiS wycofania tego projektu z Sejmu przed drugim czytaniem.

Całość operacji osadnictwa Żydów w Polsce ma się odbyć pod hasłem „dobrych Żydów”, którzy to Żydzi są uciskani przez żydowskich syjonistów i różnej maści szachrajstwo żydowskie. Przywołuje się przy tym tzw. żydowskie elity postępowców, które to zostały wymordowane przez nazistów. Przy tej okazji nie bez znaczenia jest tworzenie armii zawodowej, a nie z poboru – stanowi to bowiem mocny czynnik przyciągający.
Przedstawicielem tego nurtu jest propagandysta - socjalista (podobno z Krakowa) - prowadzący portal zaprasza.net (na który trzeba bardzo uważać, bo zachowują oni, tylko dla swoich tylko znanych celów, adresy IP komputerów osób wchodzących na ten portal i dokonujących tam wpisów, publikują na swej stronie adresy IP osób niewygodnych /czym się też chwalą/, co w konsekwencji może prowadzić do inwigilacji poczty elektronicznej wybranych osób i blokowania łącz przez nieznanych sprawców).
W swym artykule (na tej witrynie) z dnia 02.04.2006r. pisze on:
„Żydom niezbędny jest nowy ruch społeczno - kulturalny, odwołujący się do tradycji a otwarty na dialog z innymi kulturami.”
Ale też zaraz dodaje, że nie mogą być to ludzie typu Ks. prof. Waldemara Chrostowskiego pisząc:
”Ksiądz Waldemar Chrostowski narzeka, że z Żydami nie ma dialogu... A z kim on chciał prowadzić dialog... ze Stanisławem Krajewskim? To niechaj do siebie ma pretensje, że nie może być żadnej dyskusji. ... W tym wypadku dobór osób do tak zwanego "dialogu chrześcijańsko - żydowskiego" świadczy dobitnie, czemu ten rzekomy dialog miał służyć.”
A więc, dialogowanie ma polegać na tym, aby w wyniku takiego dialogu akceptować wszystko czego oczekują Żydzi. Pod takie dialogowanie należy dobierać przedstawicieli Kościoła Katolickiego wspomaganych osobami świeckimi o takim samym charakterze.
Wyraża też on troskę o odbudowę Polski pisząc:
„Chociaż dzieło odbudowy Polski winno sprowadzić się do najprostszych działań to poprzedzone musi być bardzo wszechstronną, wielowątkową analizą, uwzględniającą całokształt zagadnień związanych z problemem żydowskim. Nieszczęściem Żydów jest to, że naziści wymordowali całą elitę postępowców, którzy zachowując tradycję, chcieli znaleźć się we współczesnym świecie.”
Kilka miesięcy później w innym swym artykule „Idzie nowe” dodaje do tego:
"Zacięci antysemici i prostaccy krytycy Żydów nie potrafią zrozumieć, że tylko współpraca z przyzwoitymi Żydami (a są tacy) pomoże nam odwrócić tą sytuację i anulować przestępcze działania polskiego i żydowskiego - politycznego motłochu. W przeciwnym razie, przez kolejne stulecia, nasi potomkowie będą niewolnikami tej gospodarczej zbrodni."
Jednocześnie ostrzega on (w poprzednim artykule): „Nie rozpoczynajcie matoły "wojny totalnej" z Żydami bo taką wojnę na pewno przegramy!” - inaczej mówiąc; siedźcie Polacy cicho i słuchajcie dobrych postępowych Żydów. Jednocześnie ów propagandysta ze szczególną zajadłością atakuje Radio Maryja wykorzystując obecny stan z PiS-em – a to z powodu przewidywanego przez niego nagłego zwrotu obranego kursu przez to Radio. Nie pozostawia on też suchej nitki na innych niewygodnych kapłanach oraz na tym co szczeropolskie i katolickie.

Powstające niezadowolenie społeczne i niechybny jego radykalny wzrost siły antypolskie usiłują już teraz przechwycić i skierować całość tego niezadowolenia na masowe uderzenie rękoma Polaków w Kościół Katolicki w Polsce – i to we wszystkich bez żadnego wyjątku.
Taki stan rzeczy jest oczywisty. Istnieje bowiem poważna groźba zawalenia się realizacji omawianej doktryny (a i tym samym zakusów niemieckich), gdyby w sytuacji gwałtownego wzrostu niezadowolenia Polaków (a to niechybnie nastąpi) znacząca część Kościoła Katolickiego w Polsce zmieniła swój kurs i ramię w ramię stanęła z Narodem Polskim dla ocalenia Narodu i polskiej państwowości.
W obecnym czasie Kościół Katolicki w Polsce przypomina oblężoną twierdzę, na którą ostateczny szturm chce się przeprowadzić również – a nawet przede wszystkim - rękoma Polaków.
Temu celowi służy tworzenie przeróżnych list osób duchownych „pochodzenia żydowskiego” – rozpowszechnianie przy tym kłamliwych twierdzeń, że Kościół Katolicki to sekta żydowska lub takie sugerowanie. Narastająca niechęć Polaków do Żydów ma być ukierunkowana na wrogi stosunek Polaków do Kościoła i spożytkowana do jego totalnego osłabienia.
Temu samemu celowi służy wyciąganie wszelkich list agentury wśród księży i tworzenie takiego obrazu, jakby to Kościół Katolicki w Polsce był twórcą i wykonawcą terroru komunistycznego w Polsce.
Podobne zabiegi dywersyjne w stosunku do Kościoła czyni się na polu gospodarczym. Za katastrofalny stan polskiej gospodarki, za dopuszczenie do rozkradzenia majątku narodowego Polaków wskazuje się teraz na Kościół jako na głównego winowajcę.

Broniących Kościół Katolicki wyzywa się od matołów, prostaków, prowokatorów, głupców, ciemniaków, chorych z nienawiści, starozakonnych fanatyków, ... etc.
Mają oni jedynie do wyboru milczeć (siedzieć cicho – skąd my to znamy?) lub przyłączyć się do chóru atakujących Kościół – można szydzić i drwić. Nie wolno pod żadnym względem wskazywać na zasługi Kościoła dla Narodu Polskiego (a i dla ludzkości) i polskiej państwowości.
Z łatwością można sobie wyobrazić co będzie się działo już za niedługo, gdy nie zostanie zablokowany skutecznie obrany kurs w stosunku do Polski i Narodu Polskiego. Frontalny atak na Kościół Katolicki w Polsce niechybnie nastąpi, bo to wynika z logiki toczących się procesów, którym poddana jest Polska. Polacy nie mogą teraz dać się podzielić i napuścić na Kościół.
W chwili dziejowej próby Polacy muszą ramię w ramię stanąć w obronie Kościoła Katolickiego w Polsce. Muszą pamiętać, że Polska będzie katolicka, albo jej wcale nie będzie!

Boguchwała, A.D. 06 grudnia 2006r. Mgr inż. Józef Bizoń


Pan mgr Jerzy Bizoń dość "woluntarystycznie" łączy Polskę - z globalistycznie przecież z definicji nastawionym - Kościołem Katolickim, ktory podobnie jak judaizm z ktorego ten globalistyczny Kościół wyewoluował, też ma w planach podporządkowanie wszystkich narodów "bogowi Abrahama, Jakuba, Mojżesza i św. Pawła". I jak gdyby zapomnial on, że bez bardzo aktywnego udziału Kościoła Katolickiego dwadzieścia lat temu nie udało by się przeprowadzić tak zwanych "balcerowiczowskich", mamonistyczych (dosł. monetarnych) reform w Polsce. Dzięki zaś tym, popieranym przez Kościół reformom
"choć my jeszcze, starzy ludzie, w Polsce mieszkamy, ale już nasze dzieci za granica zazwyczaj trzymamy, bo dzięki 'Solidarności' w kraju możliwości zapewnienia im przyszlości już nie posiadamy".

MG

NIE LĘKAJCIE SIĘ MAMONA?



Podsumowanie „Rewersu” pontyfikatu JP II (spisane 11 kwietnia 2005)



dr Marek Głogoczowski



Od śmierci Jana Pawła II upłynął już ponad tydzień, ale Polskie Radio i Telewizja nie ustaje w przypominaniu czynów Zmarłego. Masowe zaś msze-wiece, których fragmenty widziałem osobiście i w Warszawie i w Zakopanem, jeszcze raz potwierdziły, że kult Papieża był i jest i spontaniczny i wszechnarodowy. Wyjątkiem tutaj był znany mi od niedawna polski komunista pochodzenia greckiego, który bezpośrednio po II Wojnie Światowej uciekł przed Amerykanami z własnego kraju i od tego czasu mieszka w Warszawie. W czasie, gdy na placu Zwycięstwa dziesiątki tysięcy Polaków celebrowało mszę za duszę Zmarłego, on, w małym gronie towarzyszy w wieku średnio lat 70, stwierdził, że Polacy to barany. Zgodnie zresztą, jak się od razu zastrzegł, z ortodoksją chrześcijańską, według której ludzie się dzielą na pasterzy oraz na prowadzone przez nich stado baranów.

Najlepszego zaś podsumowania ekonomicznego aspektu ćwierćwiecza pontyfikatu Jana Pawła II, a zarazem i przyczyn, dla których „polskie barany” tak bardzo uwielbiają swego Pasterza Nowego Tysiąclecia, dokonał redaktor Janusz Majcherek w artykule „Awers i rewers” opublikowanym w numerze 15 krakowskiego „Tygodnika Powszechnego”. Majcherek w nim zauważa, że „Dla znawców czy choćby tylko pilnych odbiorców papieskiego nauczania, przesyconego obroną praw i wolności człowieka, nie może być zaskoczeniem afirmacja wolności i praw ekonomicznych. … W „Solicitudo rei socialis” stanął w obronie prawa własności. … Z papieskiego nauczania wynika, że (krytykując liberalizm w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski) miał na myśli gospodarczy leseferyzm, darwinizm ekonomiczny, permisywizm, a nie swobodną przedsiębiorczość, uczciwą konkurencję, wolnorynkową wymianę, czy liberalizację światowego handlu.”

Jak podkreśla Majcherek, Papież firmował swym autorytetem popierające rozwój własności prywatnej reformy ekonomiczne w naszym kraju, wyraźnie rezygnując, z dokonywanych jeszcze za pontifikatów Jana XXIII i Pawła VI, prób szukania przez Watykan „III drogi” między kapitalizmem a socjalizmem. Patrząc z perspektywy osiągnięć społeczno-ekonomicznych ostatniego ćwierćwiecza, możemy nieco poetycznie powiedzieć, że tak jak przed wiekami, kiedy to król Kazimierz Wielki „zastał Polskę drewnianą, a zostawił ją murowaną”, tak Jan Paweł II „zastał Europę Środkowo-Wschodnią uspołecznioną, a zostawił ją sprywatyzowaną”.

Te kolejne historyczne, wielkie przemiany nie obyły się bez obcej pomocy. Odnośnie króla Kazimierza, jeden z moich znajomych w Krakowie, do zdania o „Polsce murowanej” dorzuca, że „zrobił to on przy pomocy pieniędzy pożyczonych od Żydów, których w tym celu do Polski sprowadził”. Podobnie było i w przypadku niedawnych przemian, które też zostały bardzo skutecznie wsparte ekspertyzą naukową ściągniętych zza granicy żydowskich specjalistów. By wymienić tu tylko Jeffrey Sachsa pracującego na zlecenie założonej przez bogatego węgierskiego Żyda Fundacji Batorego-Sorosa. Tej ponadnarodowej Fundacji organem prasowym stało się, obok „Gazety Wyborczej”, katolickie pismo społeczne „Tygodnik Powszechny”, z którym kardynał Karol Wojtyła był związany przez całe dziesięciolecia.

Wymienione powyżej żydo-chrześcijańskie pisma, konkurując uczciwie w przekazie idei z liberalnymi tygodnikami, takimi jak „Wprost” czy „Polityka”, wyspecjalizowały się w odwracaniu uwagi „polskich baranów” od faktu, że zarówno „wolny rynek” (z niemieckiego spolszczone na frymark i pochodne od niego frymarczenie) jak i słowa takie jak prywatyzacja i prywata, bardzo źle się kojarzyły wcześniejszym pokoleniom Polaków. Co więcej, to już w XVI wieku Anglik Thomas Morus napisał książkę o szczęśliwej wyspie Utopii, na której zostało wyeliminowane zło w postaci własności prywatnej. Patrząc z tej minionej kulturowej perspektywy, bardzo wiele zła w naszym kraju powinno się dziać w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Mówiąc po raz wtóry nieco poetycznie, ostatni pontyfikat był odwrotnością działalności w Izraelu Jezusa z Nazaretu. Ten prorok, próbując zrealizować w swym kraju Utopię, wypędził biczem z jerozolimskiej świątyni rezydujących tam kupców oraz bankierów. Jan Paweł II na odwrót, tych wypędzonych Żydów-przedsiębiorców z powrotem do Świątyni, jaką jest Rzeczpospolita, zaprosił. I właśnie za te gesty pojednania Międzynarodowe Żydostwo tak bardzo o zdrowie i długowieczność Papieża dbało. I to ono oczywiście dbało by tego Super Pasterza jak najczęściej pokazywać coraz to nowym Stadom Zachwyconych Baranów. Którą to próżność nasz pontyfikat najwyraźniej lubił, zgodnie z cierpką uwagą wzmiankowanego powyżej Jezusa, iż „lubią oni pozdrowienia na rynku i pierwsze miejsca przy stołach”.

Nie wszystkim udało się żyć tak długo i owocnie jak JPII. Jego poprzednik, Jan Paweł I, cieszył się swym pontyfikatem tylko dni 35, po czym nagle „z niczego” umarł. Inny znajomy Papieża, polski socjolog i socjalista jeszcze przedwojenny, profesor Jan Strzelecki, którego Międzynarodowy Memoriał W Narciarstwie Wysokogórskim organizuję już od lat kilkunastu, zginął w 1988 roku zamordowany bestialsko przez dwóch opryszków na Wisłostradzie w Warszawie. Dopiero rok temu dowiedziałem się od wdowy po nim, Jadwigi, że jej mąż, który był jednym z głównych doradców mającej objąć wkrótce władzę „Solidarności”, na krótko przed swą śmiercią wrócił ze stypendium w Szwecji i chciał pisać książkę o szwedzkim modelu socjalizmu. Jak twierdzi pani Jadwiga, bardzo mu to odradzały podówczas polskie służby, przygotowujące zmianę ustroju. Rosły wzrostem Strzelecki został zamordowany w kilkanaście minut po tym, jak wyjechał „maluchem” z przyjęcia u swego znajomego, ambasadora Niemiec w Polsce.

Podobnie wyglądały przypadki i innych, wpływowych podówczas jeszcze entuzjastów „III drogi”, o której istnieniu przypomniał Janusz Majcherek. Mniej więcej w tym samym czasie co w Warszawie Jan Strzelecki, w Niemczech został zamordowany, przez „lewackiego terrorystę”, prezes Deutsche Bank, który według opinii Fundacji Schillera nie chciał się zgodzić na wprowadzenie, likwidującego lokalną narodową wytwórczość, planu „reform” Sachsa-Balcerowicza i to nie tylko w Polsce ale i w Jugosławii.

Nic zatem dziwnego, że po takim „przeczyszczeniu terenu”, w centralnym miejscu polskiej stolicy, przy alei Jana Pawła II w Warszawie, gęsto rozgościły się sprowadzone do naszego kraju banki oraz korporacje do tego stopnia obce, że z trudem udaje się na tej Alei Przyszłości wypatrzyć jakiś neon w języku polskim. I gdy widziałem, jak w czwartek wieczór 7 kwietnia młodzi ludzie w zapalili czerwono-pomarańczowe świece wzdłuż całej tej alei, to dla mnie stało się ewidentne, że je zapalają, sami tego nie zauważając, na progach nowoczesnych „świątyń”, jakimi stały się bezduszne banki i związane z nimi „życiodajne”, ponadnarodowe korporacje.



"żydo-chrześcijański trąd umyslowy"



Nie wszystkim się podobają przemiany, jakie zaszły na świecie po elekcji Karola Wojtyły na Papieża. Od znajomej, bardzo aktywnej katoliczki z Gdańska słyszałem, z nutką sympatii dla obcej gazety, że ponoć niemiecki „Der Spiegel” napisał, że w trakcie pontyfikatu nastąpił wyraźny upadek moralności w naszym kraju. Czytałem też dłuższy naukowy artykuł, wydalonego z Polski w 1968 roku profesora socjologii Zygmunta Baumana, który twierdzi, że świat się podzielił w niedemokratycznym stosunku 20:80, przy czym te pierwsze 20 procent zaczęło opływać w zupełnie zbędne i przysparzające chorób luksusy, zaś pozostałe 80 procent znalazło się w biedzie, jakiej jej przodkowie jeszcze nie znali.

Zarówno ten zbędny – ale „dający (Chińczykom) pracę” – luksus życia nad-bogatych, chociażby w Polsce, jak i ta „nowa bieda” zwykłej ludności republik byłego ZSRR, a ostatnio i Iraku, niczego dobrego nie wróżą na przyszłość. Za „komuny” kilkanaście tysięcy Polaków pracowało w Iraku, nieźle tam zarabiając, budując tam autostrady i szpitale, teraz kilka tysięcy naszych żołnierzy tam pilnuje sztucznie upodlonego przez USA kraju, „zarabiając” jednocześnie na nienawiść Arabów do Polaków i do Polski. Kiedyś rząd PRL był w stanie stwarzać dla młodych ludzi i 300 tysięcy nowych miejsc pracy rocznie, obecne rządy RP trzysta tysięcy miejsc pracy to potrafią w Polsce rocznie zlikwidować. Przy czym „Gazeta Wyborcza” otwarcie proponuje młodym ludziom, zwłaszcza tym z dyplomami, by przyszłość sobie organizowali poza granicami ojczystej ziemi.

I to są, jak najbardziej praktyczne skutki „nowej ewangelizacji”, zaś obecnego upadku kulturalnego nie przesłoni nam niebywała ilość zgromadzonych w Polsce za pontyfikatu lśniących samochodów. To spełnienie „solidarnościowych” marzeń Polaków jest zresztą plagą samą w sobie, której to plagi skutki wkrótce zobaczymy na ulicach, w postaci roztycia się – na wzór amerykański – samo-zmuszającego się do ciągłego siedzenia narodu.

Najgorszą jednak rzeczą jest najzwyklejszy „trąd duchowy” który obecnie przenika nie tylko nasz kraj, ale i kraje ościenne, zwłaszcza Ukrainę, której najnowszy prezydent ten nabyty trąd ma wręcz wypisany na twarzy. Jest to choroba bardzo podobna w swych objawach do choroby umysłowej sekty faryzeuszy, którą próbował – bezskutecznie – zwalczać przed dwoma tysiącami lat w Izraelu prorok Jezus. Otóż blisko dwadzieścia lat temu zwiedzałem enklawę trędowatych w miejscowości Puri, w stanie Orissa w Indiach, które to leprozorium prowadzone było przez polskiego księdza. Tam dowiedziałem się, że bakterie trądu zżerają wypustki neuronów, dendryty i aksony, początkowo tylko te, dochodzące do dalej położonych od mózgu części ciała, jak na przykład palców. Pozbawione pobudzania neuronalnego części ciała zaczynają gnić i odpadać, pozostawiając po sobie z czasem gojące się rany. W bardzo podobny sposób po prostu „gniją”, pozbawione przez ustrój liberalny pobudzeń do aktywności, zmarginalizowane części społeczeństwa, które możemy oglądać zwłaszcza w okolicach polskich „gnijących” dworców kolejowych. Też śmierdzą i dość szybko umierają wskutek bezruchu.

Na kolejnym etapie rozwoju choroby bakterie trądu zaczynają atakować połączenia neuronalne już w samym mózgu, powodując najrozmaitsze zaburzenia psychiczne, a zwłaszcza rozmaite halucynacje u osób, które tracą zdolność do kojarzenia najprostszych faktów. I to jest właśnie ten trąd duchowy, który za czasów pontyfikatu Jana Pawła II objął prawie wszystkie kraje Europy Środkowej oraz Wschodniej. Zablokowanie przekazu informacji między poszczególnymi ośrodkami mózgu otrzymuje się w dzisiejszych czasach poprzez terror tak zwanej „poprawności politycznej”, kiedy każdy boi się pomyśleć, nie mówiąc już o wysłowieniu i przekazaniu innym, swych opinii na temat obecnych elit cywilizacyjnych, które „Odnawiają oblicze ziemi. Tej ziemi.” (By użyć słów Papieża, cytowanych w zamieszczonej przez „Tygodnik Powszechny” klepsydrze, podpisanej przez kandydującego na prezydenta Polski prezydenta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego.)

Patrząc nieco tylko odważniej, bez żadnej przesady możemy powiedzieć, że te wszystkie kolejne, „różowe”, „pomarańczowe”, „tulipanowe” oraz inne „rewolucje” w naszej części świata to są po prostu „rewolucje trędowatych”, którzy mają halucynacje, że robią coś wzniosłego, gdy tym czasem, w rzeczywistości zwykłej, li tylko przyspieszają brutalną kolonizację swych krajów przez Międzynarodowe Żydostwo (jakby to Karol Marks określił). Te elity, które dzisiejszym wolnym światem rządzą i które tłumnie niedawno zjechały się do Rzymu na pogrzeb „ojca świata”, są w ukryciu, by użyć celnej przenośni wzmiankowanego wcześniej Jezusa Nazarejskiego, „jak groby pobielane, na zewnątrz ludziom wydają się piękne, a wewnątrz są pełne kości umarłych i wszelkiego plugastwa”.

Już ponad 20 lat temu, pod koniec 1981 roku, miałem możność przeczytać encyklikę „Laborem exercens”. Wtedy poczułem się, jakby mi ktoś od tyłu wepchnął nóż w plecy. Próbowałem nawet o tym napisać w paryskiej „Kulturze”, ale opinia recenzentów (profesorów Kołakowskiego z Oksfordu i Bocheńskiego z Fryburga) była zbyt trwożliwa, aby Giedroyć odważył się ten „antypapieski” tekst opublikować. O czymż to nasz Papież, skądinąd bliski znajomy przyjaciół mych rodziców, w tej encyklice napisał? O obowiązku zdominowania świata przez pracę, co najlepiej dzisiaj widać w Warszawie, właśnie przy Alei JP II, w postaci monstrualnych banków, „których duch zstąpił i odnowił oblicze ziemi.”? To już studiując w USA, przed ponad trzydziestu laty dostrzegłem, że końcowym wynikiem „humanizującej świat” pracy człowieka jest po prostu gigantyczna kupa śmiecia. I właśnie tę „kupę bogactwa” nasz pontyfikat bardzo do Polski przybliżył. Jeszcze piętnaście lat temu było to niespotykane, by symbolizujące dobrobyt, białe plastykowe woreczki po zakupach wiatr rozrzucał po podwórkach i niewiarygodnie wręcz dzisiaj zaśmieconych ulicach, zawieszając je coraz częściej na drzewach w polskich lasach. Jeśli do tych białych woreczków przypadkowo dołączają się woreczki żółte, po zakupach w „Albercie” czy „Biedronce”, to po lasach spontanicznie wywieszają się flagi wychwalające DUCHA papiestwa.

Na zakończenie pozwolę sobie dodać, że ten, zmaterializowany w postaci coraz większych zwałów śmiecia, „trąd duchowy” promieniujący z Watykanu nie powstał bynajmniej na drodze przypadku. Mam u siebie w domu książkę „Dzieje biblijne” z 1912 roku napisaną prze ks. Wilhelma Michalskiego, posiadającą „imprimatur” kościelnej cenzury. W tej książce ks. Michalski pisze „Otóż według Józefa Flawiusza, w ten sposób miał opisać Maneto (kapłan egipski, żyjący w V wieku pne) historyę wyjścia Żydów z Egiptu. Mianowicie Faraon Amenofis, pokonawszy Hiksosów, zamknął 80 .000 trędowatych w obozie Awaris w delcie Nilowej. Tam zorganizowali się, trędowaci, t.j. Hiksosi, pod naczelnictwem kapłana Mojżesza. Ufortyfikowali miasto, które jednak Egipcjanie zdobyli i wtenczas to pozwolono trędowatym wywędrować z ziemi egipskiej.”

Mający halucynacje (rozmawiał z „Bogiem”) trędowaty kapłan Mojżesz pod górą Synaj otrzymał od „Boga” Kamienne Tablice z Prawem. Po podstępnym zabiciu, wraz ze swym elitarnym klanem Lewitów, trzech tysięcy swych „braci i synów” jako ofiarę założycielską Izraela, trędowaci Żydzi (vel Hiksosi) pod dowództwem Mojżesza ruszyli zwycięsko na podbój Ziemi Obiecanej. I ta biblijna historia zdaje się powtarzać obecnie, w skali całego Globu. Dnia 11 września 2001, Nowi Lewici w USA podstępem zabili w wieżach WTC, walących się „z szybkością wolno spadającego kamienia”, blisko trzy tysiące Czcicieli Złotego Cielca, którzy wskutek swej nadgorliwości przyszli przed czasem do pracy. Po złożeniu tej „ofiary założycielskiej” Światowego Izraela, post-modernistyczne Civitas Dei – czyli „miasto trędowatych” – ruszyło już na podbój całej Planety. Bo właśnie „panowanie nad ziemią i nad wszystkim, co się na niej porusza” to jest przecież wskazany w „Laborem exercens” cel Ewangelizacji.


Pan mgr Jerzy Bizoń dość "woluntarystycznie" łączy Polskę - z globalistycznie przecież z definicji nastawionym - Kościołem Katolickim, ktory podobnie jak judaizm z ktorego ten globalistyczny Kościół wyewoluował, też ma w planach podporządkowanie wszystkich narodów "bogowi Abrahama, Jakuba, Mojżesza i św. Pawła". I jak gdyby zapomnial on, że bez bardzo aktywnego udziału Kościoła Katolickiego dwadzieścia lat temu nie udało by się przeprowadzić tak zwanych "balcerowiczowskich", mamonistyczych (dosł. monetarnych) reform w Polsce. Dzięki zaś tym, popieranym przez Kościół reformom
"choć my jeszcze, starzy ludzie, w Polsce mieszkamy, ale już nasze dzieci za granica zazwyczaj trzymamy, bo dzięki 'Solidarności' w kraju możliwości zapewnienia im przyszlości już nie posiadamy".

MG

NIE LĘKAJCIE SIĘ MAMONA?


Podsumowanie „Rewersu” pontyfikatu JP II (spisane 11 kwietnia 2005)


dr Marek Głogoczowski


Od śmierci Jana Pawła II upłynął już ponad tydzień, ale Polskie Radio i Telewizja nie ustaje w przypominaniu czynów Zmarłego. Masowe zaś msze-wiece, których fragmenty widziałem osobiście i w Warszawie i w Zakopanem, jeszcze raz potwierdziły, że kult Papieża był i jest i spontaniczny i wszechnarodowy. Wyjątkiem tutaj był znany mi od niedawna polski komunista pochodzenia greckiego, który bezpośrednio po II Wojnie Światowej uciekł przed Amerykanami z własnego kraju i od tego czasu mieszka w Warszawie. W czasie, gdy na placu Zwycięstwa dziesiątki tysięcy Polaków celebrowało mszę za duszę Zmarłego, on, w małym gronie towarzyszy w wieku średnio lat 70, stwierdził, że Polacy to barany. Zgodnie zresztą, jak się od razu zastrzegł, z ortodoksją chrześcijańską, według której ludzie się dzielą na pasterzy oraz na prowadzone przez nich stado baranów.

Najlepszego zaś podsumowania ekonomicznego aspektu ćwierćwiecza pontyfikatu Jana Pawła II, a zarazem i przyczyn, dla których „polskie barany” tak bardzo uwielbiają swego Pasterza Nowego Tysiąclecia, dokonał redaktor Janusz Majcherek w artykule „Awers i rewers” opublikowanym w numerze 15 krakowskiego „Tygodnika Powszechnego”. Majcherek w nim zauważa, że „Dla znawców czy choćby tylko pilnych odbiorców papieskiego nauczania, przesyconego obroną praw i wolności człowieka, nie może być zaskoczeniem afirmacja wolności i praw ekonomicznych. … W „Solicitudo rei socialis” stanął w obronie prawa własności. … Z papieskiego nauczania wynika, że (krytykując liberalizm w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski) miał na myśli gospodarczy leseferyzm, darwinizm ekonomiczny, permisywizm, a nie swobodną przedsiębiorczość, uczciwą konkurencję, wolnorynkową wymianę, czy liberalizację światowego handlu.”

Jak podkreśla Majcherek, Papież firmował swym autorytetem popierające rozwój własności prywatnej reformy ekonomiczne w naszym kraju, wyraźnie rezygnując, z dokonywanych jeszcze za pontifikatów Jana XXIII i Pawła VI, prób szukania przez Watykan „III drogi” między kapitalizmem a socjalizmem. Patrząc z perspektywy osiągnięć społeczno-ekonomicznych ostatniego ćwierćwiecza, możemy nieco poetycznie powiedzieć, że tak jak przed wiekami, kiedy to król Kazimierz Wielki „zastał Polskę drewnianą, a zostawił ją murowaną”, tak Jan Paweł II „zastał Europę Środkowo-Wschodnią uspołecznioną, a zostawił ją sprywatyzowaną”.

Te kolejne historyczne, wielkie przemiany nie obyły się bez obcej pomocy. Odnośnie króla Kazimierza, jeden z moich znajomych w Krakowie, do zdania o „Polsce murowanej” dorzuca, że „zrobił to on przy pomocy pieniędzy pożyczonych od Żydów, których w tym celu do Polski sprowadził”. Podobnie było i w przypadku niedawnych przemian, które też zostały bardzo skutecznie wsparte ekspertyzą naukową ściągniętych zza granicy żydowskich specjalistów. By wymienić tu tylko Jeffrey Sachsa pracującego na zlecenie założonej przez bogatego węgierskiego Żyda Fundacji Batorego-Sorosa. Tej ponadnarodowej Fundacji organem prasowym stało się, obok „Gazety Wyborczej”, katolickie pismo społeczne „Tygodnik Powszechny”, z którym kardynał Karol Wojtyła był związany przez całe dziesięciolecia.

Wymienione powyżej żydo-chrześcijańskie pisma, konkurując uczciwie w przekazie idei z liberalnymi tygodnikami, takimi jak „Wprost” czy „Polityka”, wyspecjalizowały się w odwracaniu uwagi „polskich baranów” od faktu, że zarówno „wolny rynek” (z niemieckiego spolszczone na frymark i pochodne od niego frymarczenie) jak i słowa takie jak prywatyzacja i prywata, bardzo źle się kojarzyły wcześniejszym pokoleniom Polaków. Co więcej, to już w XVI wieku Anglik Thomas Morus napisał książkę o szczęśliwej wyspie Utopii, na której zostało wyeliminowane zło w postaci własności prywatnej. Patrząc z tej minionej kulturowej perspektywy, bardzo wiele zła w naszym kraju powinno się dziać w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Mówiąc po raz wtóry nieco poetycznie, ostatni pontyfikat był odwrotnością działalności w Izraelu Jezusa z Nazaretu. Ten prorok, próbując zrealizować w swym kraju Utopię, wypędził biczem z jerozolimskiej świątyni rezydujących tam kupców oraz bankierów. Jan Paweł II na odwrót, tych wypędzonych Żydów-przedsiębiorców z powrotem do Świątyni, jaką jest Rzeczpospolita, zaprosił. I właśnie za te gesty pojednania Międzynarodowe Żydostwo tak bardzo o zdrowie i długowieczność Papieża dbało. I to ono oczywiście dbało by tego Super Pasterza jak najczęściej pokazywać coraz to nowym Stadom Zachwyconych Baranów. Którą to próżność nasz pontyfikat najwyraźniej lubił, zgodnie z cierpką uwagą wzmiankowanego powyżej Jezusa, iż „lubią oni pozdrowienia na rynku i pierwsze miejsca przy stołach”.

Nie wszystkim udało się żyć tak długo i owocnie jak JPII. Jego poprzednik, Jan Paweł I, cieszył się swym pontyfikatem tylko dni 35, po czym nagle „z niczego” umarł. Inny znajomy Papieża, polski socjolog i socjalista jeszcze przedwojenny, profesor Jan Strzelecki, którego Międzynarodowy Memoriał W Narciarstwie Wysokogórskim organizuję już od lat kilkunastu, zginął w 1988 roku zamordowany bestialsko przez dwóch opryszków na Wisłostradzie w Warszawie. Dopiero rok temu dowiedziałem się od wdowy po nim, Jadwigi, że jej mąż, który był jednym z głównych doradców mającej objąć wkrótce władzę „Solidarności”, na krótko przed swą śmiercią wrócił ze stypendium w Szwecji i chciał pisać książkę o szwedzkim modelu socjalizmu. Jak twierdzi pani Jadwiga, bardzo mu to odradzały podówczas polskie służby, przygotowujące zmianę ustroju. Rosły wzrostem Strzelecki został zamordowany w kilkanaście minut po tym, jak wyjechał „maluchem” z przyjęcia u swego znajomego, ambasadora Niemiec w Polsce.

Podobnie wyglądały przypadki i innych, wpływowych podówczas jeszcze entuzjastów „III drogi”, o której istnieniu przypomniał Janusz Majcherek. Mniej więcej w tym samym czasie co w Warszawie Jan Strzelecki, w Niemczech został zamordowany, przez „lewackiego terrorystę”, prezes Deutsche Bank, który według opinii Fundacji Schillera nie chciał się zgodzić na wprowadzenie, likwidującego lokalną narodową wytwórczość, planu „reform” Sachsa-Balcerowicza i to nie tylko w Polsce ale i w Jugosławii.

Nic zatem dziwnego, że po takim „przeczyszczeniu terenu”, w centralnym miejscu polskiej stolicy, przy alei Jana Pawła II w Warszawie, gęsto rozgościły się sprowadzone do naszego kraju banki oraz korporacje do tego stopnia obce, że z trudem udaje się na tej Alei Przyszłości wypatrzyć jakiś neon w języku polskim. I gdy widziałem, jak w czwartek wieczór 7 kwietnia młodzi ludzie w zapalili czerwono-pomarańczowe świece wzdłuż całej tej alei, to dla mnie stało się ewidentne, że je zapalają, sami tego nie zauważając, na progach nowoczesnych „świątyń”, jakimi stały się bezduszne banki i związane z nimi „życiodajne”, ponadnarodowe korporacje.

"żydo-chrześcijański trąd umyslowy"

Nie wszystkim się podobają przemiany, jakie zaszły na świecie po elekcji Karola Wojtyły na Papieża. Od znajomej, bardzo aktywnej katoliczki z Gdańska słyszałem, z nutką sympatii dla obcej gazety, że ponoć niemiecki „Der Spiegel” napisał, że w trakcie pontyfikatu nastąpił wyraźny upadek moralności w naszym kraju. Czytałem też dłuższy naukowy artykuł, wydalonego z Polski w 1968 roku profesora socjologii Zygmunta Baumana, który twierdzi, że świat się podzielił w niedemokratycznym stosunku 20:80, przy czym te pierwsze 20 procent zaczęło opływać w zupełnie zbędne i przysparzające chorób luksusy, zaś pozostałe 80 procent znalazło się w biedzie, jakiej jej przodkowie jeszcze nie znali.

Zarówno ten zbędny – ale „dający (Chińczykom) pracę” – luksus życia nad-bogatych, chociażby w Polsce, jak i ta „nowa bieda” zwykłej ludności republik byłego ZSRR, a ostatnio i Iraku, niczego dobrego nie wróżą na przyszłość. Za „komuny” kilkanaście tysięcy Polaków pracowało w Iraku, nieźle tam zarabiając, budując tam autostrady i szpitale, teraz kilka tysięcy naszych żołnierzy tam pilnuje sztucznie upodlonego przez USA kraju, „zarabiając” jednocześnie na nienawiść Arabów do Polaków i do Polski. Kiedyś rząd PRL był w stanie stwarzać dla młodych ludzi i 300 tysięcy nowych miejsc pracy rocznie, obecne rządy RP trzysta tysięcy miejsc pracy to potrafią w Polsce rocznie zlikwidować. Przy czym „Gazeta Wyborcza” otwarcie proponuje młodym ludziom, zwłaszcza tym z dyplomami, by przyszłość sobie organizowali poza granicami ojczystej ziemi.

I to są, jak najbardziej praktyczne skutki „nowej ewangelizacji”, zaś obecnego upadku kulturalnego nie przesłoni nam niebywała ilość zgromadzonych w Polsce za pontyfikatu lśniących samochodów. To spełnienie „solidarnościowych” marzeń Polaków jest zresztą plagą samą w sobie, której to plagi skutki wkrótce zobaczymy na ulicach, w postaci roztycia się – na wzór amerykański – samo-zmuszającego się do ciągłego siedzenia narodu.

Najgorszą jednak rzeczą jest najzwyklejszy „trąd duchowy” który obecnie przenika nie tylko nasz kraj, ale i kraje ościenne, zwłaszcza Ukrainę, której najnowszy prezydent ten nabyty trąd ma wręcz wypisany na twarzy. Jest to choroba bardzo podobna w swych objawach do choroby umysłowej sekty faryzeuszy, którą próbował – bezskutecznie – zwalczać przed dwoma tysiącami lat w Izraelu prorok Jezus. Otóż blisko dwadzieścia lat temu zwiedzałem enklawę trędowatych w miejscowości Puri, w stanie Orissa w Indiach, które to leprozorium prowadzone było przez polskiego księdza. Tam dowiedziałem się, że bakterie trądu zżerają wypustki neuronów, dendryty i aksony, początkowo tylko te, dochodzące do dalej położonych od mózgu części ciała, jak na przykład palców. Pozbawione pobudzania neuronalnego części ciała zaczynają gnić i odpadać, pozostawiając po sobie z czasem gojące się rany. W bardzo podobny sposób po prostu „gniją”, pozbawione przez ustrój liberalny pobudzeń do aktywności, zmarginalizowane części społeczeństwa, które możemy oglądać zwłaszcza w okolicach polskich „gnijących” dworców kolejowych. Też śmierdzą i dość szybko umierają wskutek bezruchu.

Na kolejnym etapie rozwoju choroby bakterie trądu zaczynają atakować połączenia neuronalne już w samym mózgu, powodując najrozmaitsze zaburzenia psychiczne, a zwłaszcza rozmaite halucynacje u osób, które tracą zdolność do kojarzenia najprostszych faktów. I to jest właśnie ten trąd duchowy, który za czasów pontyfikatu Jana Pawła II objął prawie wszystkie kraje Europy Środkowej oraz Wschodniej. Zablokowanie przekazu informacji między poszczególnymi ośrodkami mózgu otrzymuje się w dzisiejszych czasach poprzez terror tak zwanej „poprawności politycznej”, kiedy każdy boi się pomyśleć, nie mówiąc już o wysłowieniu i przekazaniu innym, swych opinii na temat obecnych elit cywilizacyjnych, które „Odnawiają oblicze ziemi. Tej ziemi.” (By użyć słów Papieża, cytowanych w zamieszczonej przez „Tygodnik Powszechny” klepsydrze, podpisanej przez kandydującego na prezydenta Polski prezydenta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego.)

Patrząc nieco tylko odważniej, bez żadnej przesady możemy powiedzieć, że te wszystkie kolejne, „różowe”, „pomarańczowe”, „tulipanowe” oraz inne „rewolucje” w naszej części świata to są po prostu „rewolucje trędowatych”, którzy mają halucynacje, że robią coś wzniosłego, gdy tym czasem, w rzeczywistości zwykłej, li tylko przyspieszają brutalną kolonizację swych krajów przez Międzynarodowe Żydostwo (jakby to Karol Marks określił). Te elity, które dzisiejszym wolnym światem rządzą i które tłumnie niedawno zjechały się do Rzymu na pogrzeb „ojca świata”, są w ukryciu, by użyć celnej przenośni wzmiankowanego wcześniej Jezusa Nazarejskiego, „jak groby pobielane, na zewnątrz ludziom wydają się piękne, a wewnątrz są pełne kości umarłych i wszelkiego plugastwa”.

Już ponad 20 lat temu, pod koniec 1981 roku, miałem możność przeczytać encyklikę „Laborem exercens”. Wtedy poczułem się, jakby mi ktoś od tyłu wepchnął nóż w plecy. Próbowałem nawet o tym napisać w paryskiej „Kulturze”, ale opinia recenzentów (profesorów Kołakowskiego z Oksfordu i Bocheńskiego z Fryburga) była zbyt trwożliwa, aby Giedroyć odważył się ten „antypapieski” tekst opublikować. O czymż to nasz Papież, skądinąd bliski znajomy przyjaciół mych rodziców, w tej encyklice napisał? O obowiązku zdominowania świata przez pracę, co najlepiej dzisiaj widać w Warszawie, właśnie przy Alei JP II, w postaci monstrualnych banków, „których duch zstąpił i odnowił oblicze ziemi.”? To już studiując w USA, przed ponad trzydziestu laty dostrzegłem, że końcowym wynikiem „humanizującej świat” pracy człowieka jest po prostu gigantyczna kupa śmiecia. I właśnie tę „kupę bogactwa” nasz pontyfikat bardzo do Polski przybliżył. Jeszcze piętnaście lat temu było to niespotykane, by symbolizujące dobrobyt, białe plastykowe woreczki po zakupach wiatr rozrzucał po podwórkach i niewiarygodnie wręcz dzisiaj zaśmieconych ulicach, zawieszając je coraz częściej na drzewach w polskich lasach. Jeśli do tych białych woreczków przypadkowo dołączają się woreczki żółte, po zakupach w „Albercie” czy „Biedronce”, to po lasach spontanicznie wywieszają się flagi wychwalające DUCHA papiestwa.

Na zakończenie pozwolę sobie dodać, że ten, zmaterializowany w postaci coraz większych zwałów śmiecia, „trąd duchowy” promieniujący z Watykanu nie powstał bynajmniej na drodze przypadku. Mam u siebie w domu książkę „Dzieje biblijne” z 1912 roku napisaną prze ks. Wilhelma Michalskiego, posiadającą „imprimatur” kościelnej cenzury. W tej książce ks. Michalski pisze „Otóż według Józefa Flawiusza, w ten sposób miał opisać Maneto (kapłan egipski, żyjący w V wieku pne) historyę wyjścia Żydów z Egiptu. Mianowicie Faraon Amenofis, pokonawszy Hiksosów, zamknął 80 .000 trędowatych w obozie Awaris w delcie Nilowej. Tam zorganizowali się, trędowaci, t.j. Hiksosi, pod naczelnictwem kapłana Mojżesza. Ufortyfikowali miasto, które jednak Egipcjanie zdobyli i wtenczas to pozwolono trędowatym wywędrować z ziemi egipskiej.”

Mający halucynacje (rozmawiał z „Bogiem”) trędowaty kapłan Mojżesz pod górą Synaj otrzymał od „Boga” Kamienne Tablice z Prawem. Po podstępnym zabiciu, wraz ze swym elitarnym klanem Lewitów, trzech tysięcy swych „braci i synów” jako ofiarę założycielską Izraela, trędowaci Żydzi (vel Hiksosi) pod dowództwem Mojżesza ruszyli zwycięsko na podbój Ziemi Obiecanej. I ta biblijna historia zdaje się powtarzać obecnie, w skali całego Globu. Dnia 11 września 2001, Nowi Lewici w USA podstępem zabili w wieżach WTC, walących się „z szybkością wolno spadającego kamienia”, blisko trzy tysiące Czcicieli Złotego Cielca, którzy wskutek swej nadgorliwości przyszli przed czasem do pracy. Po złożeniu tej „ofiary założycielskiej” Światowego Izraela, post-modernistyczne Civitas Dei – czyli „miasto trędowatych” – ruszyło już na podbój całej Planety. Bo właśnie „panowanie nad ziemią i nad wszystkim, co się na niej porusza” to jest przecież wskazany w „Laborem exercens” cel Ewangelizacji.

Brak komentarzy: