
Wspominając dawne czasy przypomniał mi się pewien wierszyk zagadka. Brzmiał on tak. Czarny na czerwonym jeździł po zielonym. Druga zwrotka stanowiąca odpowiedź brzmiała. Murzyn na Jawie jeździ po trawie.
Dziś jest to dosyć głupawe i niezrozumiałe, bo kto z młodszego pokolenia wie, co to była Jawa. Na pewno nie chodzi tu o jawę scrypt. Jawa to po prostu był doskonały, ciężki motocykl produkowany w Czechosłowacji za czasów Gomułki, naszego Pierwszego Sekretarza PZPR. Sprzedawany w jednym tylko kolorze czerwonym i kosztował jak dobrze pamiętam 24 000 zł. ( Zarabiałem w tamtym czasie około 2000 zł miesięcznie ).
Mój kolega z pracy kupił taki właśnie motor na raty, mój kolega z ulicy kupił zaś motocykl o nazwie wuefemka ( WFM ). Nasza krótka uliczka była z pewnym niewielkim wzniesieniem i kiedy któregoś dnia podjeżdżaliśmy pod tą właśnie uliczną górkę, motocykl wuefemka stawał. Pedałowaliśmy wówczas nogami, kolega dodawał gazu i tak przez kilka metrów, poczym zsiadałem z motoru i końcówkę do domu, w którym mieszkałem, dochodziłem pieszo. Po latach kupiłem sobie samochód z FSO. Był to kremowo żółty Polonez w wersji eksportowej. Niestety z garaży miałem wyjazd pod jeszcze większą górkę. Zazwyczaj za pierwszym razem nie udawało się wyjechać. Silnik gasł i próbę trzeba było zaczynać od początku. Było przy tym sporo lęku, bo wyjazd był nie wiele szerszy od bramy, a rozpędzając samochód i na maksymalnym gazie obawiałem się, że pojadę bokiem po ścianie. Ten sam problem miał sąsiad z przyległej posesji.
No cóż, ale samochód i do tego własny to już coś. Poczucie, że poziomem życia zaczynamy zbliżać się do zachodu. Wówczas pod wpływem propagandy, z zewnątrz i wewnątrz, upodobaniu do krytyki i narzekań, przekonaniu, że jesteśmy za Albanią, albo trzecim światem, nie mieliśmy pojęcia, że i domek jednorodzinny piętrowy z piwnicą wysoką na dwa i pół metra, a z czasem jakby dobrze policzyć to ten domek dalej jednorodzinny z mieszkalnym poddaszem to w sumie czterokondygnacyjna willa. Takiego standardu nie widzi się w trzecim świecie, czy nawet na bogatym zachodzie. Nie wiedzieliśmy, że tam na raty od samochodu, po pralkę, lodówkę telewizor. Że życie tam bardziej stresujące, bardziej wilcze, że praca cięższa.
Kilka wieków temu jeden z włoskich podróżników zanotował o Polsce takie zdanie. ,,Kraj w którym jest wiele śniegu i pieniędzy”. Tylko, że my wciąż cudze chwalimy a sami nie wiemy, co posiadamy.
I tego nie umieliśmy i nadal nie umiemy dostrzec i docenić.
Dziś jest to dosyć głupawe i niezrozumiałe, bo kto z młodszego pokolenia wie, co to była Jawa. Na pewno nie chodzi tu o jawę scrypt. Jawa to po prostu był doskonały, ciężki motocykl produkowany w Czechosłowacji za czasów Gomułki, naszego Pierwszego Sekretarza PZPR. Sprzedawany w jednym tylko kolorze czerwonym i kosztował jak dobrze pamiętam 24 000 zł. ( Zarabiałem w tamtym czasie około 2000 zł miesięcznie ).
Mój kolega z pracy kupił taki właśnie motor na raty, mój kolega z ulicy kupił zaś motocykl o nazwie wuefemka ( WFM ). Nasza krótka uliczka była z pewnym niewielkim wzniesieniem i kiedy któregoś dnia podjeżdżaliśmy pod tą właśnie uliczną górkę, motocykl wuefemka stawał. Pedałowaliśmy wówczas nogami, kolega dodawał gazu i tak przez kilka metrów, poczym zsiadałem z motoru i końcówkę do domu, w którym mieszkałem, dochodziłem pieszo. Po latach kupiłem sobie samochód z FSO. Był to kremowo żółty Polonez w wersji eksportowej. Niestety z garaży miałem wyjazd pod jeszcze większą górkę. Zazwyczaj za pierwszym razem nie udawało się wyjechać. Silnik gasł i próbę trzeba było zaczynać od początku. Było przy tym sporo lęku, bo wyjazd był nie wiele szerszy od bramy, a rozpędzając samochód i na maksymalnym gazie obawiałem się, że pojadę bokiem po ścianie. Ten sam problem miał sąsiad z przyległej posesji.
No cóż, ale samochód i do tego własny to już coś. Poczucie, że poziomem życia zaczynamy zbliżać się do zachodu. Wówczas pod wpływem propagandy, z zewnątrz i wewnątrz, upodobaniu do krytyki i narzekań, przekonaniu, że jesteśmy za Albanią, albo trzecim światem, nie mieliśmy pojęcia, że i domek jednorodzinny piętrowy z piwnicą wysoką na dwa i pół metra, a z czasem jakby dobrze policzyć to ten domek dalej jednorodzinny z mieszkalnym poddaszem to w sumie czterokondygnacyjna willa. Takiego standardu nie widzi się w trzecim świecie, czy nawet na bogatym zachodzie. Nie wiedzieliśmy, że tam na raty od samochodu, po pralkę, lodówkę telewizor. Że życie tam bardziej stresujące, bardziej wilcze, że praca cięższa.Kilka wieków temu jeden z włoskich podróżników zanotował o Polsce takie zdanie. ,,Kraj w którym jest wiele śniegu i pieniędzy”. Tylko, że my wciąż cudze chwalimy a sami nie wiemy, co posiadamy.
I tego nie umieliśmy i nadal nie umiemy dostrzec i docenić.
Obraz Sobieski na Katlenbergu i ilustracja do Pana Tadeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz